27 December 2014

Końcoworoczna oda do prokrastynacji

Obżarta babcinym pasztetem, wlewając w siebie kolejną neskę, siedłam nad klawiaturką i jęłam pisać co następuje. 

Miałam napisać podsumowanie, niejako całego roku bytności na tymże blogu (5 stycznie stuknie roczek), jednak nie jestem przekonana, czy jest sens pisania, kiedy można zwyczajnie skoczyć do archiwum i przejrzeć moje gryzmoły. Osobiście wyciągnęłam z przeglądania archiwum wniosek taki, że opieprzałam się co nie miara i powinnam się wreszcie wybronić, bo cholery już dostaję, kiedy spoglądam na segregator z materiałami do licencjatu. A nie oglądać bzdurne seriale (serio, zahaczyłam ostatnio o "Girls" Leny Dunham i aż chyba pasek na temat tego dzieUa nabazgram, bo jeśli bardziej realistycznym serialem od twojego, autorko droga, jest "Supernatural", to chyba jest coś nie ten teges) i wściekać się, że twój ulubiony zespół jest nieogarnięty.  

Także ten, spóźnione zdrowych, wesołych i dużo ciepełka i spełnienia marzeń w roku nadchodzącym :)


I niniejszym idę się z powrotem zawinąć w kocyk jak burrito z wiadrem kawy pod łapką. I idę śniegu wyglądać.